European Vacation, cz. 1
Zastanawiam się czemu tak długo unikałem latania. Trafiłem na lotnisko o 6.50, martwiąc się czy zdąże na samolot. O 7.05 siedziałem przy bramie, czekając aż zaczną wpuszczać na pokład. Parę minut po 9 wyszedłem przez wyjście lotniska w Kopenhadze z bagażem i biletem do metra. Nawet lepiej bym miał gdybym spał dłużej niż 40 minut tej nocy.
Rasmus odebrał mnie z lotniska i pozwolił zrzucić rzeczy u siebie w domu, w którym poznałem przy okazji jego żonę i córeczki bliźniaczki. Poszliśmy na piechotę do centrum, przechodząc przez Little Islamabad (czy Little Cairo?), Assistens Kirkegård i Nørreport gdzie styknęliśmy się z kanadyjczykiem którego znam z internetu i poszliśmy na burgera.
Po chwili Adam musiał sie ulotnić do Berlina, ale wpadł Thomas i podrzucił mi rower.
Przyznam się, turbozajawka.
Pojeździłem parę kilometrów, spotkaliśmy się z Mikem i Allanem, poszliśmy na obiad i wieczorem bronksy.
Dobry początek wakacji.